Moja przygoda ze sprzedażą trwa już kilka dobrych lat. Zachęcił mnie do niej mój mentor, który nauczył mnie podstaw sprzedaży naturalnej.

To od niego nauczyłem się, że prawdziwa sprzedaż to przede wszystkim relacja między ludźmi i wzajemna pomoc. Z czasem coraz bardziej poznawałem sprzedaż od strony praktycznej. Pracowałem w wielu firmach jako sprzedawca. Miałem to szczęście, że zazwyczaj pozwalano mi na odrobinę wolności i fantazji przy wykonywaniu swojego zawodu, więc miałem możliwość testowania różnych rozwiązań i narzędzi w sprzedaży. 

Zajmowałem się głównie sektorem B2B i próbowałem różnych sposobów na dotarcie do potencjalnego klienta — cold calling, cold mailing, sprzedaż bezpośrednia, jeździłem na konferencje i tak dalej, jednak wyniki tych działań były… niezadowalające.

Przynajmniej dla mnie, gdzie ambicja każe mi przesuwać granicę dalej i bić kolejne rekordy. Wtedy trafiłem na artykuł w Internecie dotyczący sprzedaży z wykorzystaniem social mediów – tzw. social selling. Początkowo nie byłem do tego przekonany.

Przecież social mediów używamy raczej w celach rekreacyjnych i nikt tam niczego nie sprzedaje – już na pewno nie B2B. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, w jak wielkim byłem błędzie. Przeczytałem ten artykuł kilka razy, wypisałem z niego najważniejsze wnioski. Później przeczytałem wszystkie inne artykuły na ten temat i z nich również wypisałem najważniejsze wnioski. Kupiłem na ten temat książki, słuchałem webinariów, jeździłem na konferencje, aż w końcu… zacząłem to robić.

Po wielu próbach, zmarnowanych okazjach i chwilach zwątpienia doszedłem do jednego wniosku. Social selling działa, jeśli robisz to dobrze.